Przejdź do treści głównej

Kajakiem bez barier – cz. 2

Opublikowano: 21 Paź 2012

Doceń i poleć nas

Z Arturem Labuddą rozmawia Monika Łaskawska

O kajakowych przygodach Artura Labuddy i jego kolegi, Roberta Paseckiego, mogliście już nieco przeczytać w relacji z Kolosów w poprzednim numerze WIOSŁA (nr 2/2012). Artur, pomimo niepełnosprawności, przemierzył z przyjacielem Polskę po przekątnej, z Bieszczad do Świnoujścia. Dlaczego pływa, co mu w tym szczególnie przeszkadza, a co pomaga? Jak zachęciłby innych niepełnosprawnych do chwycenia za wiosło? O tym wszystkim dowiecie się z wywiadu. Więcej informacji o wyprawach Artura znajdziecie również na stronie internetowej: www.granicamibezgranic.pl

Warta w okolicach Gorzowa Wielkopolskiego

Jaki jest Twój rodzaj niepełnosprawności?

Poruszam się na wózku inwalidzkim. Kiedy miałem 14 lat, wpadłem pod pociąg. W wyniku tego zdarzenia miałem amputację pourazową obydwu kończyn.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z kajakarstwem?

Mój pierwszy kontakt z kajakiem miałem dopiero po wypadku. Był on dosyć nietypowy. Parę lat temu czynnie uprawiałem sport jako osoba niepełnosprawna. Przez kilkanaście lat podnosiłem ciężary na ławeczce. Udało mi się dostać do kadry Polski osób niepełnosprawnych. Podczas jednego z obozów treningowych jeden z dwóch codziennych treningów polegał na dwugodzinnym pływaniu kajakiem na określonym dystansie. Tak przez trzy tygodnie poznawałem arkana pływania. Potem miałem wieloletnią przerwę w pływaniu, aż do ubiegłego roku, kiedy kolega zaproponował, abyśmy we dwóch przepłynęli dystans z Bieszczad do Świnoujścia. Od tego momentu połknąłem bakcyla wiosłowania i kiedy mam wolną chwilę, staram się pływać jak najwięcej.

Jakie problemy napotykasz podczas pływania kajakami? Co najbardziej Ci przeszkadza?

Płynąc z Bieszczad dużymi polskimi rzekami, najbardziej przeszkadzał mi brak odpowiednich przystani, gdzie mógłbym swobodnie wyjść na brzeg. Płynąc Odrą, bardzo zazdrościłem naszym zachodnim sąsiadom, że są w tej dziedzinie lepiej zorganizowani od nas. Przeciętnie płynęliśmy ponad 50 kilometrów dziennie, co zajmowało nam ponad 8 godzin. Wdrapywanie się na niektóre brzegi po takim wysiłku czasami nastręczało wiele kłopotów. Drugą bolączką był brak miejsc, gdzie można było spokojnie rozbić namiot na jedną noc, aby wypocząć przed kolejnym dniem wiosłowania.

Czy czegoś się boisz, gdy pływasz kajakami? Czy boisz się np. wywrotki?

W zeszłym roku płynąłem z Helu do Gdyni po Zatoce Gdańskiej. Miałem typowy kajak do pływania po rzekach, bez kilu. Pod koniec mojej eskapady zmienił się wiatr i morze mocno się wzburzyło. Będąc na szczycie fali, nie mogłem nic zrobić poza balastowaniem, aby nie mieć wywrotki. Tam, na tych falach, bałem się wywrotki. Na rzekach miałem parę razy wywrotkę i zawsze można było dopłynąć do brzegu, aby ponownie wejść do kajaka. Na morzu nie miałem takiej możliwości. Ta wyprawa spowodowała, że nabrałem większego szacunku dla morza i pokazała mi, że sporo muszę się jeszcze nauczyć. Poza tą sytuacją nigdy się nie bałem. Pływanie kajakiem sprawia mi wielką przyjemność i nie budzi we mnie lęku.

Co lub kto pomaga Ci w pływaniu kajakami?

Staram się być jak najbardziej samodzielnym i w większości spraw tak jest. Największym problemem jest dostarczenie kajaka na miejsce początku spływu oraz wszelkiego rodzaju przenoski. Kiedy mam ze sobą wózek, to jakoś sobie radzę, ale gdy go nie mam, muszę już liczyć na czyjąś pomoc.

Co potencjalnie mogłoby Ci pomóc w uprawianiu turystyki kajakowej? Co trzeba zmienić?

Patrząc z perspektywy osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim, to wszelkiego rodzaju przystanie dostosowane dla osób niepełnosprawnych. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie miejsca można przystosować, ponieważ nie można zbytnio ingerować w przyrodę i w pełni jej zurbanizować. Ale są miejsca, które można przystosować dla dobra nie tylko osób niepełnosprawnych, ale i wszystkich kajakarzy.

Jak ludzie reagują na to, że uprawiasz turystykę kajakową?

Kiedy siedzę w kajaku, to nie widać, że jestem niepełnosprawny. Ludzie dopiero to zauważają, gdy z niego wychodzę. Reakcje są różne, od zdziwienia do podziwu. Nie spotkałem się nigdy z negatywną reakcją.

Jak wyglądają Twoje spływy od strony logistycznej?

Płynąc z Bieszczad do Świnoujścia, razem z Robertem, postanowiliśmy być jak najbardziej samowystarczalni. Mieliśmy w kajaku żywność na całą trasę, dodatkowo śpiwory, namiot, ubrania oraz, co najciekawsze, udało nam się także na kajaku zamontować rozłożony na dwie części wózek. Jedyne, co uzupełnialiśmy podczas tej wyprawy, to świeża woda i chleb. To, że udawało nam się wszystko zmieścić w kajaku, było zasługą Roberta, który musiał się sporo namęczyć, aby to wszystko upchnąć w jednym dwuosobowym kajaku. Samochód tylko nas zawiózł w Bieszczady i odebrał w Świnoujściu. Jeśli natomiast chodzi o pływanie jednodniowe, jestem niestety troszkę uzależniony od samochodu i innych ludzi, którzy pomagają mi w transportowaniu kajaka.

Czy wolisz spływy zorganizowane, ogólnodostępne, czy wybierasz raczej imprezy kameralne, zorganizowane we własnym zakresie?

Każda z tych form spływu ma swoje uroki i wady. Są dni i miejsca, kiedy przyjemniej płynie się w towarzystwie, są i takie, kiedy samotna wyprawa sprawia więcej radości.

Gdzie już pływałeś? Po jakich szlakach? Jakie szlaki wodne, o jakim charakterze preferujesz?

Największą moją przygodą był oczywiście spływ z Bieszczad do Świnoujścia. Miałem wtedy okazję podziwiać uroki 7 polskich rzek. Niesamowitą przygodą było także przepłynięcie Zatoki Gdańskiej, o której już wcześniej wspominałem. Teraz jestem na etapie poznawania wszystkich rzek województwa pomorskiego. Miałem także okazję pływać po Zatoce Puckiej. Wszystkie te miejsca miały swój urok, ale najbardziej pociągają mnie małe, bystre rzeczki. Na takich rzekach można spotkać miejsca, gdzie trzeba przeciskać się pod zwalonymi drzewami lub krzakami. Takie miejsca przypominają mi jazdę off road, którą bardzo lubię. Może nie jest to zbyt dobre określenie takiego pływania, ale tak mi się to za pierwszym razem skojarzyło.

Co Ci się najbardziej podoba w kajakarstwie? Dlaczego pływasz?

Są dwa powody, dla których pływam. Pierwszym jest chęć poznawania nowych miejsc i delektowanie się pięknem przyrody, miejsc, przez które przepływam. Drugim powodem jest wspominany off road kajakowy, gdy trzeba wymyślać sposoby pokonywania wszelkich przeszkód na rzece.

Jakie miałeś przygody na kajakach (np. najniebezpieczniejsza, najciekawsza, najśmieszniejsza)?

Najniebezpieczniejsza przygoda to ta, o której wspominałem wcześniej, czyli pływanie po wzburzonych falach Zatoki Gdańskiej. Najadłem się wtedy sporo strachu. Najśmieszniejszą była chyba ta, kiedy w okolicach Trzebieży, na Zalewie Szczecińskim, na kajak wpłynął nam wąż. Razem z Robertem nie wiedzieliśmy, co w takiej sytuacji zrobić i jak się zachować. Na szczęście wężowi nasze towarzystwo niezbyt się podobało i bardzo szybko opuścił nas z własnej woli. Za najciekawszą przygodę, jaką przeżyłem, uważam śluzowanie się we Włocławku. Niesamowite wrażenie robi ogrom tej śluzy i to, że opada się ponad 16 metrów w dół.

Jaki rodzaj sprzętu uważasz za najlepszy dla Ciebie, dla innych?

Nie mam jeszcze tak dużego doświadczenia w pływaniu, abym mógł doradzać komuś dobór sprzętu. Jestem jeszcze na tym etapie, że to ja proszę o pomoc w doborze odpowiedniego sprzętu bardziej doświadczonych kolegów i koleżanki.

Jakie ułatwienia są dla Ciebie szczególnie przydatne: biwakowe, sprzętowe, transportowe?

Niczego nigdy w sprzęcie nie przerabiałem dla swoich wymagań. Jedynym wyjątkiem są dodatkowe mocowania na kajaku, abym mógł przymocować do niego rozłożony wózek. To pomaga mi w dalszym poruszaniu się na lądzie, ponieważ wózek mam przy sobie. Wszelkie dodatkowe przeróbki jakiegokolwiek sprzętu czasami są kłopotliwe ze względu na ewentualną ich naprawę w warunkach niewarsztatowych.

Czy oprócz kajakarstwa interesują Cię inne formy aktywności turystycznej, wyprawowej, sportowej?

Mam sporo zainteresowań. Bardzo lubię nurkować. Zajmuję się tym od ponad 9 lat. Dużą przyjemność sprawia mi podróżowanie i poznawanie nowych miejsc i ludzi. Jakiś czas temu poznałem uroki jazdy quadem. Pojazd ten pozwala mi dotrzeć tam, gdzie sam na wózku nigdy bym się nie dostał. Nawet nazwałem to takim wózkiem inwalidzkim z napędem na cztery koła i silnikiem spalinowym.

Arturze, dokąd się wybierasz na następny spływ?

Postaram się jeszcze w tym roku spłynąć kilkoma rzekami w województwie pomorskim. Zakiełkowała także myśl o dłuższej wyprawie kajakiem. Razem z Robertem, z którym płynąłem z Bieszczad do Świnoujścia, przymierzamy się do przepłynięcia całej Europy w poprzek. Chcielibyśmy zacząć od Morza Czarnego, a skończyć nad Atlantykiem w Portugalii.

Co powiedziałbyś innym niepełnosprawnym, aby zachęcić ich do uprawiania turystyki kajakowej?

Powiedziałbym, że żadna niepełnosprawność i wózek inwalidzki nie przeszkadza w realizacji swoich marzeń i pasji. Nasza niepełnosprawność tkwi w naszych głowach, a nie w ciele. Jeśli przełamiemy te blokady w sobie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby cieszyć się z tego, co sprawia nam dużą przyjemność. Kajaki pozwalają właśnie taką blokadę przełamać i dodatkowo oferują wspaniałą zabawę oraz poznawanie fantastycznych ludzi i miejsc, których na wózku nigdy byśmy nie odwiedzili.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Aby dowiedzieć się więcej o motywacji i wrażeniach z uprawiania turystyki kajakowej przez osoby niepełnosprawne, zachęcamy do lektury jeszcze dwóch wywiadów: z Ewą Kujawską-Lis i Andrzejem Lis-Kujawskim w bieżącym numerze naszego magazynu (nr 3/2012) oraz z Pawłem Płonką na naszej stronie internetowej.

Zapisz się na nasz newsletter